sobota, 19 grudnia 2009

Trzy przełęcze! 170km!

Wstęp

W pewną sobotę września na gadu-gadu napisał do mnie Sławek. Zaproponował byśmy pojechali w następny weekend pojechali na długą, jednodniową wycieczkę rowerową. Jako zapalony rowerzysta od razu się zgodziłem, tym bardziej, że chciałem przetestować nowo zakupioną torbę na kierownicę Kellys'a. Początkowo miało być 150 km jednak przejechaliśmy trochę więcej :) Posłuchajcie...

20 września

Planowo mieliśmy wyjechać o siódmej rano jednak jeszcze dzień przed, wieczorem Sławek napisał że lepiej będzie wyruszyć o ósmej. W ten dzień poszedłem wyjątkowo wcześnie spać, około 22. Przed spaniem spakowałem się i napełniłem bidony wodą i powerejdami.

Jak planowaliśmy tak udało nam się wyruszyć kilka minut po ósmej. Sławkowi było chyba zimniej niż mi, był cieplej ubrany :). Jednak oboje mieliśmy na twarzach anty-wietrzne "chustki", które zapewniały ciepło w szyję tym bardziej gdy zjeżdżało się w dół, a wiatr mocno wiał. Po 2 km zaczęły się pierwsze podjazdy. Niby nie długie ale strome. Po kilkunastu minutach jazdy znaleźliśmy się na szczycie podjazdu pod Sierczę. Sławek wyjechał szybciej ponieważ w sierpniu wrócił z wyprawy rowerowej po Alpach na której był razem z moim bratem i kolegą.


*Na szczycie podjazdu pod Sierczę

Chwila przerwy na uzupełnienie płynów i ruszamy dalej, kierunek Gdów. Przez Chorągwicę po ponad godzinie pedałowania dotarliśmy do Gdowa. Przez cały ten odcinek towarzyszyła nam ładna aura.



W Gdowie rozglądnęliśmy się za najbliższym spożywczakiem i po szybkich poszukiwaniach namierzyliśmy jeden. Ja zakupiłem batoniki, Sławek natomiast rzeczy na śniadanie, które zjadł potem stojąc przy rowerze :) Po takim wzmocnieniu można było jechać dalej i tak po kolejnych 25 km dotarliśmy do Szczyrzyca. Przyznam szczerze, że odcinek ten "zjadł" dużo moich sił ponieważ jechaliśmy cały czas pedałując, trasa była płaska. Mieliśmy jednak bardzo dobrą średnią prędkość. Sczyrzyc znany jest przede wszystkim ze znajdującego się tutaj klasztoru Cystersów. Usiedliśmy obok kościoła i znów dostarczyliśmy naszym organizmom dawkę energii zjadając batoniki energetyczne. Następnie udało nam się wejść do kościoła, chwile pozwiedzać.


*Wnętrze kościoła i ogrody Cystersów w Sczyrzycu

I ruszyliśmy dalej! Tym razem kolejnym punktem było znane miasto - Tymbark, w którym to produkuje się soki Tymbark :) Tu miała zapaść decyzja czy skracamy trasę i kierujemy się na Kasinę Wielką czy też jedziemy dalej w kierunku Kamienicy. Sławek dał mi wybór i zdecydowałem, że jedziemy dalej do Kamienicy! Jednak w Tymbarku zjedliśmy jeszcze banany, które dały nam bardzo dużo energii na dalszą drogę. Aaa, i najważniejsze, nie mogło zabraknąć pamiątkowego zdjęcia z sokiem Tymbarku w mieście Tymbark :).



Jadąc dalej rozmawialiśmy na różne ciekawe tematy. Po kilku kilometrach zatrzymaliśmy się przy sklepie by coś przegryść. Tym razem zakupiłem pomidory i zagryzając chlebem zjadłem je. W pewnym momencie podszedł do nas bardzo uśmiechnięty i mocno pijany pan :), którego najwyraźniej zainspirowała nasza wycieczka. Powiedzieliśmy mu co i jak i stwierdził, że nie damy rady dojechać do wieczora do Krakowa. Był on także bardzo troskliwy, pytał się czy nas nogi bolą itp. Po kilku przeklnięciach podczas rozmowy pożegnał się z nami życząc udanej drogi. I tym miłym akcentem ruszyliśmy na Przełęcz Słopnicką.

Tuż przed podjazdem zobaczyliśmy pierwszy i jak się potem okazało ostatni raz na trasie rowerzystów. Zjeżdzali dość szybko lecz pozdrowiliśmy się nawzajem pokazując sobie ręce.



W tym momencie przyszła nam do głowy smutna myśl, że w Polsce mało osób uprawia sport. Sławek dodał także, że w Austrii to na każdym kroku podczas wyprawy widzieli ludzi, który biegali itp. No nic trzeba było ruszyć dalej. Przed nami rozciągał się malowniczy podjazd.




Po kilkuminutowej wspinacze dotarliśmy na szczyt Przełęczy Słopnickiej(759 m.n.p.m). Z góry rozciągał się piękny widok na okoliczne tereny. Sławek zrobił kilka zdjęć po czym znów ubraliśmy się w tzw. windstoppery ponieważ przed nami był dość długi i stromy zjazd, a nie chcieliśmy się przeziębić.

W końcu po 7km dojechaliśmy do Kamienicy z której kierowaliśmy się już do Mszany Dolnej. Odcinek pomiędzy tymi miejscowościami był dla mnie bardzo wymagający. Przez 30 km trzeba było cały czas pedałować gdyż droga była prawie cały czas płaska. Właśnie tu złapał mnie pierwszy kryzys formy. Dość często robiliśmy postoje by nogi mogły trochę odpocząć, a moja prędkość była bardzo niska. Przed Lubomierzem zaliczyliśmy jeszcze jedną przełęcz - Przełęcz Przysłop Lubomierski(750 m.n.p.m)

Po 30km tułaczce dotarliśmy do Mszany Dolnej. Następnie skręciliśmy na drogę kierującą do Dobczyc. W Mszanie zakupiłem jeszcze dwa PowerRade'y które bardzo mi pomogły na kolejnym wymagający podjeździe. Tym razem wdrapaliśmy się na Przełęcz Wierzbanowską z której to był już bardzo fajny i bardzo długi zjazd do samych Dobczyc. Na miejscowym rynku posiliłem się kanapką, ubrałem kurtkę rowerową odblaskową oraz tzw. czołówkę ponieważ coraz bardziej się ściemniało. W Dobczycach odczuwaliśmy już lekkie zmęczenie, w końcu mieliśmy w nogach już 150 km! Jednak z wielką chęcią ruszyliśmy dalej. Ostatni odcinek z Dobczyc do Krakowa był także bardzo wymagający. W końcu udało nam się dojechać na Pogórze Wielickie z którego szybko przedostaliśmy się na Bieżanów :)


*Ostatni rzut oka z wysokości Wieliczki na Kraków i ruszamy do Bieżanowa

Dumni ale jakże zmęczeni(przynajmniej ja odczuwałem zmęczenie) dojechaliśmy na Bieżanów! Oboje pobiliśmy rekord przejechanych kilometrów w przeciągu jednego dnia - 170 KILOMETRÓW! Jakże pięknych kilometrów, opłacało się jechać :)

Wniosek

Następnego dnia trzeba było wstać do szkoły co nie było najmilszą rzeczą po tak dużym wysiłku. Na pewno trochę przesadziliśmy jeśli chodzi o długość trasy, jednak było warto :)!

Mapka trasy


Trasa rowerowa 319572 - powered by Bikemap
*UWAGA! Program źle obliczył długość naszej trasy

ZAPRASZAM DO PRZECZYTANIA RELACJI TRASY WEDŁUG SŁAWKA!
www.swojcicki.blogspot.com

Piękne tereny = Ponidzie rowerem


Notka

W wakacje miałem okazję spędzić kilka dni na terenach Ponidzia (woj. Świętokrzyskie). Zabrawszy ze sobą rowery pojeździłem trochę po tych terenach jednak nie przemęczając się za bardzo . W każdym razie jest to wymarzone miejsce dla rowerzystów o mniejszej kondycji. Szczególnie im polecam to miejsce. Prawie wszystkie drogi są płaskie, nie ma turystów (oprócz uzdrowisk na tym terenie), a także można podziwiać piękną, nietknięta przez cywilizacje przyrodę. Znajdują się tu też ważne zabytki Polski.

Na wiosnę 2010 w ramach przygotowań do wyprawy w Alpy francuskie zaplanowałem wycieczkę w tamte tereny. Mam zamiar przejechać wraz z uczestnikami przyszłej eskapady, spokojnie, na rozgrzewkę 180 km w 2 dni. Trasa: Kraków - Budzyń (k. Buska Zdroju) - Kraków. Powrót inną drogą. Planujemy wyjazd gdzieś na początku marca. O całej wycieczce poinformuję na blogu ze szczegółowymi informacjami i fotkami jak tylko przejedziemy tą trasę.

Zapraszam do odwiedzania bloga!
Z rowerowym pozdrowieniem Antek

Rowerem po Pomorzu - 85km

Wstęp

Na początku chciałbym zaznaczyć, że wycieczka, którą poniżej opisze jest moją kolejną. Przed nią robiłem wiele innych lecz zdecydowałem zacząć pisanie bloga od niej ponieważ jest dość ciekawa i dłuższa niż te poprzednie. Niestety nie umieszczę w tym posćie zdjęć z trasy ponieważ nie wzięliśmy ze sobą aparatu.

Opis

Wakacje to idealny czas na aktywny wypoczynek (przynajmniej ja taki preferuje choć czasem warto poleniuchować na plaży). W lipcu 2008 wybraliśmy się po kilkuletniej przerwie nad polskie morze, oczywiście biorąc ze sobą rowery. Mieszkaliśmy w domkach w Białogórze. Robiliśmy dłuższe i krótsze wycieczki jednak pewnego dnia wybrałem się z bratem na dłuższą. (85 km to tak średnio ale wtedy to była nasza najdłuższa ) . Miałem wtedy 12 lat, w momencie pisania postu 13.

Start

Godzina dziewiąta. po śniadaniu ruszamy. Ja na swoim Treku 3700, a brat na rowerze z wypożyczalni. (rower brata był średniej klasy ale jakoś dało się jechać.) Dzień wcześniej zaplanowaliśmy trasę. Pierwszy odcinek 10 km laskiem do Dąbek.


Pogoda nam sprzyja, jest bardzo ładnie. Po niedługim czasie dojeżdżamy i mała przerwa na picie. Po uzupełnieniu płynów ruszamy na wschód od Dąbek w kierunku miejscowości Karwieńskie Błoto Drugie, kolejne 10 km. Jak zwykle króciutka przerwa na napoje i chwila rozmowy na temat GPS-ów ze sprzedawcą ze spożywczaka . Następnie ruszamy dalej w kierunku miejscowości Karwieńskie Błoto Pierwsze. Tutejsza droga może nie najlepsza ale błota nie było na niej. Niestety po chwili jazdy ciężarówka nas wyprzedza i smrodzi całą drogę spalinami więc na chwile stanęliśmy poczekać aż przejdzie ten zapach. Dojechawszy do KB1 jedziemy do Sławoszynka. Przez jakiś czas jechaliśmy lokalną drogą 215 przejeżdżając przez Sławoszynko, potem skręciliśmy w prawo w boczną trasę.

Jadąc jakiś czas polnymi dróżkami dojechaliśmy do Mieroszyna gdzie zakupiliśmy napoje i batoniki energetyczne. Po "zatankowaniu" mapa wskazywała że mamy dojechać do drogi 215 skręcić w lewo i dojechać do miejscowości Kłanino, a parę kilometrów dalej minąć Starzyno. Tak też uczyniliśmy. Za Starzynem skręciliśmy w polną drogę, która prowadziła do dużego lasu. Przez nią mieliśmy wyjechać do Domatowa jednak to okazało się trudnym zadaniem. Szlaki leśne były w ogóle nie oznakowane więc raz po raz sprawdzaliśmy dróżki. Nie wiedzieliśmy gdzie dokładnie znajdujemy się więc szukaliśmy... (na mapie zaznaczyłem tą drogę takimi wężykami ale gdzie dokładnie jeździliśmy to nie wiem, wszystko na czuja).

Lecz po jakimś czasie udało się! Z dużym szczęściem wyjechaliśmy z lasu do Domatowa upewniając się mieszkańców tej wsi czy na pewno to jest ta droga o którą nam chodzi. Po tym skierowaliśmy się na zachód jadąc, a to przez lasy a to przez dróżki i obserwowaliśmy pasące się nieopodal drogi krowy. Następnie zjazd w dół, kawałek jazdy boczną drogą i przecięliśmy trasę 218 zmierzając ku wsi Tyłowo.

Po kilku kilometrach od wsi ukazała nam się dawna elektrownia jądrowa ,a w zasadzie jej niedokończona budowla. Jadąc dalej ujrzeliśmy dość duże Jezioro Żarnowieckie. Robiąc sobie krótką przerwę zadzwoniłem do rodziny i zamówiłem dla nas 2 obiadki .

Jechaliśmy cały czas prosto mając po swojej lewej stronie jezioro. Tak dotarliśmy do drogi 213, którą przecięliśmy. Do Dąbek wjechaliśmy od innej strony po kilkunastominutowej jeździe po nieubitej drodze. Następnie ostatnie 10 km jechaliśmy lasem do Białogóry gdzie czekała już na nas świeżo usmażona rybka

Polecam tą trasę gdyż jest bardzo ciekawa i idealnie nadaje się na trening rowerowy. Po drodze można ujrzeć piękne krajobrazy.

DANE Z LICZNIKA
- Kilometrów ogółem : 379,3
- Dystans podróży : 84,5 km
- Maks. prędkość : 51,1
- Średnia prędkość : 20,2
- Czas podróży bez przerw : 4g 19min

MAPKA TRASY


Trasa rowerowa 235894 - powered by Bikemap 

Siema, witam, cześć! Czyli zapraszam na blog!



Zamierzam opisywać na nim własne wyprawy rowerowe, propozycje tras, opinie o sprzęcie. Ogółem mówiąc wszystko o rowerach. Na blogu znajdziecie również moje zdjęcia, a także różne ciekawe informacje o rowerach oczywiście.

Mam nadzieję, że mój blog będzie się Wam podobał. Wszelkie sugestie, pomoce itd. proszę pisać na gg (8301107) lub na maila (otek.mufc@gmail.com).

Teraz już nie pozostaje mi już nic innego jak zabrać się za pisanie przebytych tras.

Pozdrawiam Was drodzy rowerzyści! Zapraszam do czytania